Często spotykam się z okolicznościami, w których kiedy dowiaduję się jak na imię swemu maluchowi dali jego rodzice zbiera mi się na śmiech. A to najbardziej bajtowa reakcja. Czasami zdarza się także, iż chce mi się ryczeć, bywam załamany, zażenowany, po prostu nie mogę uwierzyć. O smaku się ponoć nie dyskutuje, to co może nie podobać się mnie, inni mają prawo uważać za perfekcję – i na odwrót. Grunt jednak w tym, iż jestem zdania, iż niektóre imiona tak dogłębnie wbite są w naszych umysłach, tak bezdyskusyjnie się nam z czymś lub kimś jawią, że ogromnym wyzwanie jest nazywanie tak swoich pociech, które na dodatek noszą nasze nazwisko. Spotkałem się np. z chłopcem o imieniu Adolf, i na pewno nie był z Niemiec. W swym życiu dostąpiłem okazji podać rękę Albinowi, który ani trochę nie miał śnieżnobiałej skóry a nawet Alfonsowi, który bynajmniej zarabiał na życie zasiadając w redakcji w czasopiśmie – i nie była to podpucha. W sferze politycznej naszego kraju często działają także panowie o bajecznie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita a także nowy prezydent Komorowski – czy wam również coś tu nie pasuje? Jeżeli rozchodzi się o panie, moja kumpela nazywa się Genowefa i nawet nie zadawajcie pytania czy ma na nazwisko Pigwa. Jest też Sonia, która kojarzy mi się z niedużym, bezbronnym szczurkiem, którego trzyma się w terrarium, a także Żaklina, której imię ledwo co przechodzi mi przez gardło. Myślę, że im dłużej i bardziej rodzice główkują nad imionami dla swoich pociech, tym mniej satysfakcjonujące są tego rezultaty.
Ten wpis opublikowano dnia wtorek, 6 Grudzień 2011 o godz. 16:41 w kategorii Bez kategorii, Edukacja, Hobby, Rozrywka. Możesz śledzić komentarze tego wpisu przy pomocy kanału RSS 2.0. Komentowanie i pingowanie zostały wyłączone.
